Mikołaj Golachowski jest przyrodnikiem i podróżnikiem. Ma za sobą cztery wyprawy na Polską Stację Antarktyczną im. H. Arctowskiego, w tym dwie zimujące (w latach 2007-2008 zimował jako kierownik stacji). Jego naukowe zainteresowania dotyczą ekologii ssaków drapieżnych, w Antarktyce zajmował się badaniem populacji i strategii rozrodczych słoni morskich oraz innych płetwonogich, wcześniej badał wilki, rysie, lisy, kuny i norki amerykańskie. Od kilku lat pracuje też jako przewodnik turystyczny i wykładowca na statkach wożących ekspedycje w polarne krańce Ziemi, w roku 2007 dwukrotnie odwiedził Biegun Północny. Jego inne podróże obejmują wędrówki po Syberii, Krymie, Argentynie, Brazylii i Chile.
Na Antarktydzie i subantarktycznych wyspach przyroda jest wciąż w dużej mierze nietknięta przez człowieka, a zwierzęta nie odczuwają lęku. Raj kojarzy się z miejscem słonecznym, a na pewno już ciepłym, Antarktyda – najbardziej z białą, nieprzyjazną i lodowatą otchłanią. Mikołaj ma za sobą cztery wyprawy na Polską Stację Antarktyczną im. H. Arctowskiego, w tym dwie zimujące (w latach 2007-2008 zimował jako kierownik stacji). Wśród kontenerów Stacji rozrzuconych na płatach śniegu stoi …palma, z metalu. Skojarzenie z Karaibami nabiera tu rajskiego smaku. Zima na Stacji to pora chłodu, ciemności, – choć nie jest to ciemność absolutna, bo Stacja leży przed Kręgiem Polarnym, – ale przede wszystkim izolacji. Wschody słońca są tu o 10.30, więc każdy rasowy fotograf, który chce mieć pierwsze antarktyczne promienie uwiecznione, może się wyspać bez stresu. Sople lodu powinny zwisać pionowo w dół. Na Antarktydzie mogą jednak tworzyć się pod dowolnymi kątami, nawet poziomo, a to już za sprawą bardzo silnych wiatrów, osiągających prędkość do 280 km/h. I to właśnie wiatr, nie temperatura mogą stamtąd przepędzić. Tu, na Stacji Arctowskiego, temperatura sięga zimą najniżej – 25 C.
Wbrew pozorom to nie jest martwy ląd – roślinność w Antarktyce to zaledwie mchy i porosty, za to świat zwierząt może zaświadczyć o rajskości tego miejsca. Oczywiście
pingwiny, w okolicach Stacji Arctowskiego żyją ich 3 gatunki. Mikołaj będzie przekonywał, że często bywają trudności z odróżnianiem płci tych sympatycznych i jednocześnie komicznych ptaków-nielotów, zwanych dawniej bezlotkami. Otóż w okresie rozrodczym mają pobrudzone białe brzuszki odchodami, na których leżą z upodobaniem – i samce i samice. Samice mają dodatkowo pobrudzone i przytarte także grzbiety… Najważniejsze jednak dla Mikołaja są antarktyczne ssaki drapieżne. To im poświęca jako przyrodnik i naukowiec swój czas.
Słonie morskie są potężne i tu nie ma problemów z odróżnieniem płci – samce są 6-cio krotnie większe od samic osiągają wagę do 4 ton. Jest to największy wśród ssaków dymorfizm płciowy. Potrafią zejść aż 2 km w głąb wody i pozostawać w zanurzeniu do dwóch godzin.
Lampart morski to odpowiednik niedźwiedzia polarnego, ma zębiska i kształt głowy jak dinozaur i raczej nie wzbudza sympatii, choć zdania są tutaj podzielone.